wtorek, 29 maja 2012

Na starych śmieciach (E. L. Doctorow, "Homer i Langley")

Jeśli traktować E. L. Doctorowa jako pisarza historycznego, trzeba mieć świadomość, że z historią poczyna on sobie bardzo swobodnie. Począwszy "Księgi Daniela", swojej drugiej powieści, w której przedstawił beletryzowaną wariację na temat głośnej w latach 50. sprawy egzekucji Rosenbergów, opowiedzianą z punktu widzenia ich syna, Doctorow przyjął wyróżniającą go metodę pisarską. Traktuje on fakty z przeszłości i ustalenia historyków jedynie jako punkt wyjścia opowieści, z reguły ukazywanych z perspektywy ich nieznanych uczestników - z reguły szarych Amerykanów, często dzieci. Takie ujęcie, czy to wojny secesyjnej ("Marsz"), czy to epoki nowojorskich rządów Tammany Hall z końca XIX wieku ("Rezerwuar"), czy to pierwszych lat zeszłego stulecia ("Ragtime"), czy wreszcie czasów prohibicji ("Billy Bathgate") i chwil u progu II wojny światowej ("Wystawa światowa") - pozwala mu na pokazanie istotnych momentów w historii Ameryki z perspektywy tętniącej życiem ulicy, z tłumu, z pozycji ludzi wplątanych w nie zawsze dla nich zrozumiałe mechanizmy wielkich dziejów.

E. L. Doctorow (fot. Mark Sobczak)
Autor "Wystawy światowej" często stosuje przy tym polifonię i zmienne punkty widzenia, dzięki czemu osiąga efekt iście epickiej panoramy epoki, jak w swoim sztandarowym "Ragtime" czy nowszym "Marszu". Charakterystyczne dla metody Doctorowa są przy tym istotne odstępstwa od tzw. prawdy historycznej. Ważniejsza dla niego jest prawda opowieści, rozumiana jako prawda emocjonalna jej bohaterów, niż ścisłe trzymanie się faktów. Stąd portrety literackie takich ludzi jak Henry Ford ("Ragtime"), gangster Dutch Schulz ("Billy Bathgate") czy generał William T. Sherman ("Marsz") różnią się znacząco od tego, co napisałby o nich historyk. Ta głęboko przemyślana dowolność jest jednym z ważniejszych filarów pisarstwa Doctorowa, w którym zręby faktów historycznych wypełnia materia domysłów w postaci fikcji literackiej właśnie - i to na równych prawach. Zapewne też z tego powodu zalicza się Doctorowa do postmodernistów. Wydaje się to być jednak krzywdzącym nadużyciem, bo Doctorowa nie interesuje w zasadzie zabawa formą (a jeśli - to tylko jako kostium gatunkowy), ani dekonstrukcja fabuły (choć niekiedy bawi się chronologią), ani podważanie realności samo w sobie. Jego celem jest dynamiczny portret dramatycznych przemian społecznych w historii Stanów - i z tej perspektywy jest to cel zgoła "klasyczny", zbliżony do powieści realistycznej rodem z XIX wieku. Jeżeli więc autor "Ragtime'u" sięga po postmodernistyczne chwyty to tylko jako środki wyrazu.

O tej dowolności w postępowaniu z faktami warto jednak wiedzieć, sięgając po "Homera i Langleya" - jego najnowszą powieść. Tym razem 81-letni (!) obecnie pisarz opowiada wstrząsającą historię braci Collyer, których zwłoki znaleziono wiosną 1947 roku w należącym do nich domu przy Piątej Alei w Nowym Jorku. W mieszkaniu odkryto 130 ton zgromadzonych przez braci (głównie Langleya, Homer był niewidomy) przedmiotów - od gazet, pudeł, sprzętów i urządzeń, poprzez 25 tysięcy książek1) aż po kompletny model Forda T. Bracia poruszali się korytarzami, utworzonymi pomiędzy sięgającymi sufitu stertami rupieci. Dość powiedzieć, że po odnalezieniu ciała Homera aż prawie trzy tygodnie szukano Langleya, którego zwłoki leżały raptem dziesięć stóp obok. Langley prawdopodobnie wpadł we własnej konstrukcji pułapkę na intruzów, a po jego śmierci niewidomy i od lat nieopuszczający domu Homer zmarł z głodu. Makabryczne znalezisko stało się na pewien czas lokalną sensacją, a prasa ochoczo relacjonowała zarówno poszukiwania rzekomo zaginionego Langleya jak i opróżnianie kamienicy z niewiarygodnych ilości śmieci. 

Langley Collyer ok. 1942 r.
Tyle fakty. Ale Doctorow w zasadzie nie dąży do ich ścisłej  rekonstrukcji. Historię braci Collyer potraktował jak urban legend - miejską legendę, której korzenie - co też istotne - mógł pamiętać z dzieciństwa W 1947 roku miał 16 lat. Ich przypadek posłużył mu jako szkielet na wpół autonomicznej wizji literackiej. W wizji tej znacząco przesunął pewne fakty, czyniąc ślepego brata, Homera (on też jest narratorem) bratem młodszym, jak również właśnie jemu przypisując talent muzyczny (w rzeczywistości to Langley grał na pianinie). Zamiana kolejności urodzenia wzmacnia wątek opiekuńczości Langleya wobec brata, a oddanie talentu muzycznego Homerowi pozwoliło na znaczne pogłębienie jego portretu, czyniąc muzykę ważnym elementem w jego pogrążonym w ciemnościach świecie. Ale najważniejsza zmiana to rozciągnięcie żywotów braci aż po wczesne lata 80. (bodaj ostatnie dające się datować wydarzenia to walki w Salwadorze w 1980 roku). To dość radykalne zerwanie z faktami pozwoliło uczynić z braci Collyer świadków historii Ameryki w niezwykle szeroko zakrojonym okresie czasu, bo w niemal całym XX wieku. Warto zaznaczyć, że z całego dorobku autora "Jeziora nurów" to właśnie "Homer i Langley" najdalej wybiega w stronę współczesności - tak jakby pojęcie historii zawłaszczyło już te lata, które jeszcze przecież niedawno były teraźniejszością. I tu dochodzimy do sedna zamysłu Doctorowa, jakim jest pokazanie wielkiej historii, od I wojny światowej aż po lata 80. właśnie - z perspektywy jednej jedynej nowojorskiej posiadłości, mieszczącej się  na rogu Piątej Alei i 128. Ulicy.

Wnętrze domu Collyerów w 1947 r.
(http://thevictoriantimes.blogspot.com)
Dlatego też przez dom braci Langley przewijają się bohaterowie kolejnych wstrząsów w dziejach Ameryki. Swoje piętno odciska I wojna światowa w postaci frontowych przeżyć starszego z braci, które przyczynią się do jego choroby psychicznej. Odbędą się wieczorki taneczne ery jazzu i pojawią się między innymi gangsterzy, zasymilowani Japończycy i hippisi. Ogarnięty manią Langley kolekcjonuje prasę i stale komentuje jej lekturę. Dramatyczny rezonans będzie miała nawet wojna domowa w Salwadorze w 1980 roku - i jest to chyba ostatnie dające się datować wydarzenie, bo im bliżej końca, tym związek braci ze światem zewnętrznym staje się luźniejszy. Dość jadowity, opatrywany soczystymi komentarzami Langleya obraz społeczeństwa amerykańskiego kilku epok stopniowo ustępuje miejsca obrazowi przytłaczającej wprost samotności i izolacji, napędzanej z jednej strony ślepotą Homera, a z drugiej - narastającą fobią antyspołeczną starszego, który siłą rzeczy jest jedynym pośrednikiem między młodszym bratem a światem zewnętrznym. Nie wiem, jak podeszła do tego trzymająca się faktów Marcia Davenport (w powieści "My Brother's Keeper" z 1954 r.), ale wizja Doctorowa pozostawia w smutku i zamyśleniu. Nie byłaby ona tak sugestywna, gdyby opowiadać ją z zewnątrz - ale narratorem jest niewidomy, a później także niesłyszący Homer, w pewnym sensie nieszczęśliwym splotem losu pogrzebany za życia. Doctorow konsekwentnie przedstawia braci jako ludzi, a nie dziwadła, stąd także Langleya na swój sposób można zrozumieć, choć to człowiek w oczywisty sposób chory psychicznie. Z wewnątrz domu wygląda wszak na to, że to świat oszalał i nie uratuje go nawet platońska gazeta idealna, tworzona z determinacją przez Langleya.

5 / 6

PS. Artykuł o braciach Collyer na blogu The Victorian Times (z fotografiami).





2 komentarze: