piątek, 29 grudnia 2017

Skontrum 2017

26 książek. Tyle przeczytałem w kończącym się roku (dla porównania w poprzednim 21, a w 2015 29), więc w granicach mojej stałej średniej. Na początku roku spisałem sobie, po jakie książki chciałbym sięgnąć, ale lista ta była raczej orientacyjna, niż zobowiązująca. Ale rzutem na taśmę udało się wyrobić.

Plany były takie, by przeczytać przynajmniej jedną książkę:
- Crummeya (Pobojowisko) - recenzja po Nowym Roku
- Doctorowa (Jezioro Nurów)
- Ellroya (Tajemnice Los Angeles)
- Hena (Królewskie sny)
- Kneale'a (Drobne występki... i Rzymianami bendąc)
- Lemaitre'a (Koronkowa robota)
- Nesbo (Trzeci klucz) - recenzja się pisze
- O'Briana (List kaperski)
- Sosnowskiego (Fafarułej) - tego pisarza nie recenzuję z zasady
- Wrońskiego (Czas Herkulesów)
- nagrodzoną Pulitzerem (Majsterka)
- reportażową (Polska odwraca oczy)
- dziecięcą/młodzieżową (Burzliwe dzieje pirata Rabarbara / Mikołajki x 5 / Opowiadania z Doliny Muminków)
- po angielsku (In A Narrow Grave)
- powtórnie (nie licząc w/w autorów i kategorii) (Zabić drozda) - recenzja się pisze

Zaś według Goodreads mój rok 2017 wyglądał następująco.


Jak co roku, laureatów i wyróżnionych wybieram spośród książek przeczytanych w danym roku, a data wydania nie ma żadnego znaczenia - decyduje wyłącznie czas ukończenia lektury. Z reguły też w konkursie głównym nie uwzględniam lektur powtórnych, natomiast te zasługujące na wspomnienie wymieniam w osobnej grupie.


And the winner is...


Robert McCammon, Chłopięce lata 

(Znana też pt. Magiczne lata) Zawdzięczam tę lekturę blogowi Matki Polki Czytającej, choć wielu już o niej pisało. Miało być coś lekkiego na urlop, a trafiłem na fascynującą podróż do krainy dzieciństwa. I to nie tylko do Alabamy lat 60., bo ta opowieść o chłopakach na rowerach porusza tak wiele osobistych strun, że trudno o niej nawet pisać. Arcydzieło kompletne i totalne.

Wyróżnienia


Bob Dylan, Duszny kraj
Monumentalny, pierwszy w Polsce zbiór tekstów zeszłorocznego noblisty w niekiedy śmiałych, ale niebywale dopieszczonych przekładach Filipa Łobodzińskiego. Wspaniała podróż przez kawał kultury Ameryki i wrażliwość bodaj najbardziej wpływowego poety drugiej połowy XX wieku. Kolosalnej pracy tłumacza zawdzięczamy, że teksty Dylana nareszcie znalazły dość się nad Wisłą w zbiorze może nie kompletnym, ale wystarczająco obszernym, by był kopalnią wartą zgłębiania przez długi czas, w dodatku zaopatrzonym w przypisy świadczące o dogłębnej znajomości tematu. Dusznemu krajowi towarzyszył niemal równolegle wydany - i równie udany - dwupłytowy album Niepotrzebna pogodynka, żeby znać kierunek wiatru. Piękna i bardzo potrzebna inicjatywa w imponującym wykonaniu.






Justyna Kopińska,  Polska odwraca oczy
Książka, która boli, budzi protest i wstrząsa do głębi. Po jej lekturze ma się ochotę spakować i wyjechać do jakiegoś bardziej normalnego kraju. Ale znać ją trzeba, bo teksty Kopińskiej to doskonale napisane, dociekliwe reportaże, o których słusznie było i jest głośno. I powinno być jeszcze bardziej, dla dobra nas wszystkich.






Alistair MacLeod, Utracony dar słonej krwi
Nieżyjący już kanadyjski pisarz to kolejne odkrycie nieocenionego Michała Alenowicza z wydawnictwa Wiatr od Morza. Pozostawił niewielki dorobek - jedną powieść i ledwie 18 opowiadań, z których Utracony dar... zawiera te starsze. To piękna, oszczędna proza poświęcona w całości wyspie Cape Breton, operująca nieco stylistyką ustnej gawędy, ale takiej, w której każde zdanie ma swoje miejsce. Rzadko tak niewiele słów robi tak wielkie wrażenie, jak u MacLeoda właśnie.



Ważne powtórki



Josif Brodski, Pochwała nudy
Drugi i ostatni zbiór esejów wielkiego Noblisty, wznowiony w 2016 roku, to okazja do spotkania z przenikliwym umysłem i niepowtarzalną osobowością Autora. Te kilkanaście erudycyjnych, ale pozbawionych wszelkiego zadęcia tekstów (często wygłaszanych do różnych audytoriów) pozwala przyjrzeć się i sobie samemu i swoim relacjom z kulturą. Tytułowy esej i Mowa na stadionie powinny być lekturą obowiązkową każdego wchodzącego w dorosłość. Jeśli mielibyście sięgnąć po eseistykę tylko jeden, jedyny raz w życiu - wybierzcie tę książkę.
Recenzja: Homo culturalis





Józef Hen, Królewskie sny

Książka, której gros uroku to kreacja głównego bohatera. Król Jagiełło, sportretowany tu w swoich ostatnich latach życia, to władca mądry i przebiegły, a przy tym niebywale ciepły. Nie ma co ukrywać - w dialogach czuje się, że były pisane pod Holoubka. Przeurocza powieść historyczna; aż żal, że taka krótka. Chociaż z drugiej strony może to i lepiej, bo opasłych historycznych tomiszczy pisze się dzisiaj na pęczki i w niewielu można znaleźć to co w Królewskich snach - mianowicie od pierwszego do ostatniego zdania jest to powieść z duszą. 
recenzja: Król-mędrzec i błazen




Harper Lee, Zabić drozda
Jedna z najważniejszych powieści amerykańskich po prawie 70 latach nadal zachwyca połączeniem dziecięcej niewinności z powagą podnoszonych tematów bez ani jednej fałszywej nuty. Tajemnice świata dorosłych, oswajane w toku wydarzeń, których dramatyzm narasta z biegiem opowieści, jednocześnie budzą dziecko w czytelniku, jak i przekazują podstawowe prawdy w klarowny sposób. A jednak dzięki mistrzowskiemu wyczuciu storytellingu nie ma w tym grama dydaktyzmu. No i Atticus Finch nadal jest najwspanialszym ojcem w literaturze.




Wojciech Tochman, Schodów się nie pali
Tą książkę od innych zbiorów reportaży odróżnia wyjątkowa wrażliwość autora, który nawet kiedy sięga do drażliwych społecznie tematów (sierocińce), przyjmuje perspektywę niebywale intymną. Stąd Schody to przede wszystkim podróż w głąb człowieka. Wyjątkowa. Nierzadko metafizyczna. Chwilami wręcz niesamowita. Trzeba znać.
A odkryłem ją na nowo dzięki upominkowi od nieocenionego Mikołaja Marszyckiego - pozdrawiam!




Podsumowując dość wyjątkowy rok 2017 muszę wspomnieć o kilku wydarzeniach:

- Zaczął się z przytupem, gdyż dzięki uprzejmości Filipa Łobodzińskiego mogliśmy poznać przemówienie noblowskie Boba Dylana w profesjonalnym przekładzie. Za przychylność wobec mojej dość wariackiej prośby jeszcze raz dziękuję.

- Po dwóch latach kończę cykliczne publikowanie wierszy Josifa Brodskiego. Nie chcę nadwyrężać ustawy o prawie autorskim, a ponadto mam nadzieję, że przynajmniej niektórych z Was zachęciłem do sięgnięcia po zbiory drukowane Jego twórczości. W każdym razie ciąg ładnie rozpina się między 20. rocznicą śmierci a 30. rocznicą Nagrody Nobla dla JB (na tę ostatnią zwróciła mi uwagę Pyza Wędrowniczka, a pierwotnie miał to być cykl jednoroczny). Wszystkie 64 utwory, tworzące w sumie rozmiar klasycznych wierszy wybranych, dostępne są w osobnej stałej zakładce

(No dobra, kiedy Stanek ZNOWU zacznie gadać o Brazos?)

- No więc nastąpiło spełnienie moich wieloletnich marzeń, czyli reedycja mojej ukochanej powieści w porządnie zrobionej i należycie nagłośnionej wersji. Natomiast poza najśmielsze marzenia wykraczało zaangażowanie niżej podpisanego do współudziału w pracach nad nią. Kiedy już wlałem w tekst posłowia niemal wszystko co wiem o tej książce i jej otoczeniu, udało się jeszcze dołożyć cudny bonus w postaci zestawu fotografii. Przychylności szefa Wydawnictwa Vesper Włodzimierza Wieczorka i otwartości pilotującego edycję Bartosza Zujewskiego (zarazem inicjatora przedsięwzięcia) zawdzięczamy monumentalne i przesycone klimatem wydanie, jakiego ta książka nie miała chyba nigdzie na świecie - a przynajmniej ja o nim nie wiem. Nie da się też nie wspomnieć o wkładzie Juliusza Zujewskiego, autora szalenie nastrojowych projektów graficznych od kapitalnej okładki aż po mapę powieściowych wędrówek (nad którą zresztą nieźle się głowiliśmy, by umieścić niezbędne informacje, ale nie nasadzić spoilerów). Jeszcze rok temu nie uwierzyłbym, gdyby ktoś mi wmawiał, że to tak się potoczy. A nie potoczyłoby się aż tak dobrze, gdyby nie Agnieszka Kolano (uściski!), dzięki której Wydawnictwo nawiązało ze mną współpracę. To ona jest sine qua non mojego udziału i matką chrzestną tej edycji :-)






2018


W przyszłym roku chciałbym przeczytać przynajmniej jedną książkę:

- Conrada
- Crummeya (chronologicznie wypada Dostatek)
- Doctorowa (chronologicznie wypada Wystawa światowa)
- Ellroya (kolejna z cyklu: Biała gorączka)
- Lemaitre'a (kolejna z cyklu: Alex)
- Nesbo (kolejna z cyklu: Pentagram)
- O'Briana (kolejna z cyklu: Salwa honorowa)
nagrodzoną Pulitzerem (pod ręką mam Amerykańską sielankę od Qbusia i Sprzysiężenie głupców)
reportażową (Depesze Herra / Seria Amerykańska - przynajmniej cztery kandydatury)
dziecięcą/młodzieżową (do nadrobienia jest Mark Twain i Zima Muminków)
po angielsku (czekają eseje Sacawagea's Nickname McMurtry'ego i No Great Mischief Alistaira MacLeoda)
powtórnie (nie licząc w/w autorów i kategorii) - no, tu jest z czego wybierać...



Ponadto domykając temat Brazos planuję niebawem publikację arcyciekawego artykułu Tomasza Jopkiewicza sprzed 22 lat pt. Nie ma raju w Montanie. Tekst ten traktuje o twórczości Larry'ego McMurtry'ego i jej ekranizacjach i ukazał się w miesięczniku "Film".

Pozostając przy tym temacie - w styczniu lub lutym na Youtube pojawi się 4-odcinkowa ekranizacja Brazos z 1989 roku, z napisami w moim opracowaniu (na podstawie, rzecz jasna, tłumaczenia Michała Kłobukowskiego). O publikacji poinformuję na fanpage'u bloga na FB.


I to o blogu chyba tyle... Patrząc szerzej, cieszy zauważalny rozrost książkowej blogosfery o nowych działaczy, piszących na niezłym poziomie, wykraczającym poza przysłowiowe "miodzio recki" (niektórzy wiedzą o co chodzi). Ale i dinozaury trzymają się mocno, choć nie mamy tego impetu co kiedyś :-) Za to młodsi wyskakują z coraz innymi pomysłami blogowymi, sięgają po wartościowe książki i nie zaniedbują przy tym klasyki, co bardzo cieszy. 

Najstarszy znany mi bloger skończy w przyszłym roku 75 lat i mam nadzieję, że w tym wieku też jeszcze będzie mi się chciało w to bawić. Póki co przechodzę kryzys totalnego zniechęcenia do bloga, więc kończę zanim zacznę narzekać. W każdym razie na pewno w przyszłym roku mniej się będzie działo niż w obecnym.

Na nowy rok - stosów lektur i weny recenzenckiej wszystkim życzę.  


31 komentarzy:

  1. O rety, jaki świetny książkowo rok (a i kolejny zapowiada się bardzo dobrze, bo i "Dostatek" znakomity, i "Zima Muminków" arcyświetna -- moim zdaniem jedna z najlepszych powieści Jansson)! Gratulacje się należą :-). Pięknego kolejnego i choć żal, że Brodski się tu nie będzie już pojawiał na bieżąco, to zawsze będzie można zajrzeć do zakładki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, Josif może wróci od czasu do czasu, ale nie systematycznie - lepiej nie wkurzać Anny Barańczak ;) I tak uzbierał się tego sporo. I choć brak choćby "Wielkiej elegii dla Johna Donne'a (za długa jak na blogowe warunki) czy "Posłowia", to zachęcam do sięgnięcia po zbiory drukowane, zwłaszcza "Tym tylko byłem" z 2006 r. W każdym razie zakładka ze spisem treści jest :)

      Rok miałem rzeczywiście udany, w przyszłym się okaże. Co ciekawe - jak widzę po kolejnych latach, najlepsze okazują się książki polecone przez innych a nie planowane. A preopos - czytam akurat Bierce'a, namówiliście mnie - Ty i Qbuś.

      Usuń
    2. A w ogóle to chyba Ty zwróciłaś mi uwagę na 30. rocznicę Nobla dla JB, i wtedy rozciągnąłem cykl tych wierszy z jednego roku do dwóch lat. Aż dorzuciłem na ten temat dopisek :)

      Usuń
    3. Czyli miałam pewną zasługę, że Brodski pojawiał się dłużej na blogu ;-) (swoją drogą to zabawne, że człowiek trzyma te wiersze przy łóżku, a i tak jakoś jak widzi, że się gdzieś pojawiają, to czyta, może nawet bardziej systematycznie dzięki temu).

      O, i jak Bierce? Dla mnie jedno z odkryć roku, ta skondensowana na kilku stronach bardzo gęsta atmosfera i to absolutnie upiorne poczucie humoru. Wybrałeś "Jeźdźca na niebie"?

      Usuń
    4. Tak, Jeźdźca. Jastem na początku, po wisielcu, Chickamaudze, tym uwięzionym i przełęczy z artylerią - i powiem krótko, masakra. Ja sporo o woj. sec. czytałem, więc takie sytuacje jak z domem kapitana mnie nie dziwią, bo zdarzało się że syn strzelał do ojca, a inny chciał zdjąć buty z zabitego przez siegie wroga i rozpoznał brata. Ale jak Bierce tą makabrę konstruuje dramaturgicznie i ogrywa, no mistrzostwo. Trudno tu mówić o humorze nawet najczarniejszym, raczej gorzki jak piołun sarkazm, wyrastający z jakiegoś - bo ja wiem? - proto-sartre'owskiego wisielczego nihilizmu. Czuć, że na tej wojnie widział straszne rzeczy.

      Usuń
    5. Nie, w tych opowiadaniach na początku (dla mnie "Chickamauga" miażdży) humoru nie ma, ale cały tom jest tak skonstruowany, że potem zaczynają się makabreski i tam już jest Bierce od innej strony: taki upiornie chichoczący, że czytelnikowi trudno się przestać śmiać, aż jest mu głupio, bo przecież to właściwie jest straszne, nie śmieszne (zaczekaj na taką "Czesaną krowę" na przykład). Dramaturgia Bierce'a jest wspaniała, to ten rodzaj pisarza, który mówi: poczekaj na puentę, warto, i faktycznie przy końcówce tych wysyconych treścią opowiadań czytelnik spada z fotela.

      Usuń
  2. Bardzo ciekawe podsumowanie. Jak zwykle u Ciebie mnóstwo literatury ambitniejszej. Bardzo interesujące plany na przyszły rok, dlatego mam nadzieję, że jednak w przyszłym roku kryzys Ci minie i chętnie będziesz się tu udzielał. Czekam na ten artykuł o Brazos, tylko poczekaj jeszcze kilka dni, bo ja pomału zbliżam się do końca tej cholernie wciągającej książki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 26 książek w roku daje jedną na niemal dwa tygodnie, więc to może być taka częstotliwość, niepowalająca, ale nie w ilości w końcu rzecz.

      To ja ten artykuł przesuwam w grafiku z 5 na 12 stycznia. Właśnie ze względu na spoilery tak go odkładam w czasie, bo przymierzam się od lata ( po prawdzie od dawna, Jopkiewicz dał zgodę już w 2014, tylko ciągle nie było kiedy opracować -
      skanów, OCR, układu. No a wiosną b.r. już wynikła książka i pomyślałem, że lepiej poczekać :)

      Usuń
    2. Ilość moim zdaniem nie ma żadnego znaczenia. Ważne żeby czytać i fajnie jeżeli jest to coś wartościowego. Ja czytam średnio 3-4 książki miesięcznie i robię to dla przyjemności, nie dla wyzwania przeczytania 52 sztuk :) Do 5 mam nadzieję, że się też wyrobię, ale na 12 to już na pewno :)

      Usuń
  3. Dobry wynik jak na mocne ograniczenia czasowe. ;) Te "Dziecięce lata" to za mna chodzą od 3 lat mniej więcej, a mam to na półce i mógłbym sięgnąć w każdej chwili. Tochmana czytałem "Dzisiaj narysujemy śmierć" i chyba to była książka, która mnie psychicznie pozamiatała najbardziej. Żaden horror się nawet nie zbliżył poziomem makabry i wywołania strachu. Te na faktach książki straszą i poruszają mnie bardziej. Na pewno jeszcze coś przeczytam od autora, bo konkretny był ten reportaż. Fajnie, że wspomniałeś o odcinkowym "Brazosie", na czyim to kanale będzie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ten Tochman nie jest makabryczny, ale też mocny.

      Na moim kanale, o tu: KLIK :)

      Usuń
    2. No tak, mocny, mocny.
      O, fajno, dzięki. Nie wiedziałem. :)
      PS: Zapomniałem o kapitalnym "Zabić drozda", które też czytałem. A to książką, którą trzeba znać.

      Usuń
  4. McCammon :D Bardzo się cieszę. U mnie po raz kolejny brak zdecydowanego faworyta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale będziesz podsumowywał rok, czy etam?

      Usuń
    2. Blog ma urodziny za trzy dni, to pewnie coś tam pokrótce napiszę.

      Usuń
  5. McCammon rewelacyjny... też czytałam :)
    A plany czytelnicze ciekawe, nie zapomnij o Winslowie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno nie zapomnę, narobiłaś mi na niego smaka, że hej. No i "Z psich pazurów" pamiętam aż za dobrze :)

      Usuń
  6. I to jest podsumowanie co się zowie. Nieładnie tak, Panie, podnosić innym poprzeczkę. No i same lektury bardzo ciekawe. O ile często nadmiar zachwytów nastawia mnie sceptycznie, to w przypadku "Chłopięcych lat" jest odwrotnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo polecam, naprawdę wyjątkowa powieść. W tym wypadku zachwyty czytelnicze są jak najbardziej oddolne i niepromocyjne :)

      Usuń
  7. Boisz się Anny Barańczak, a nie boisz się hollywoodzkich producentów i ich adwokatów-szeryfów? :) Swoją drogą, dopiero teraz zorientowałem się, że Wydawnictwo Vesper to to samo Vesper, które ogłosiło niedawno grube zbiory opowiadań Lovecrafta w nowym przekładzie. Spory rozrzut mają w portfolio.

    Życzę udanego czytelniczo 2018 r., blogować możesz i mniej, ale nie przestawaj. Będę czekał na wrażenia z lektury Conrada.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anna Barańczak jest bliżej :)

      Dla Vespera to raczej "Brazos" było nietypowym ruchem nie Lovecraft. Oni chyba w fantastyce robią na stałe, zwłaszcza klasycznej. Przy czym nie znam szczegółów, bo to nie mój ogródek, ale opinie za wydania zbierają świetne.

      Na pewno będę pisał rzadziej i nie o wszystkich książkach, bo gdzieś w konieczności pisania o każdej książce zagubiła mi się prywatna przyjemność czytania. Jesienny "Przekrój leży ledwo zaczęty, a już wyszedł zimowy - wszystko przez to, że tylko książki i książki. Muszę odpuścić. Poza tym, śladem Bazyla i Janka z Tramwaju (pierwszy od dawna pisuje sporadycznie, drugi ogłosił zakończenie blogowania), muszę też zająć się w większym stopniu innymi sferami mojego życia. A że doba w nowym roku ma tyle samo godzin ile w starym, trzeba skorygować priorytety. No i blog na bank zejdzie na dalszy plan.

      Z Conrada mam chęć na "Nostromo" albo "Jądro...", ale na blogu leży jakby co stara recenzja "Lorda Jima". Chociaż może nie czytaj, bo toto ma prawie 10 lat :)

      Usuń
    2. Rozumiem, co masz na myśli, bo ja też odczuwam przesyt, tyle że innego rodzaju: W minionym roku pisałem 1000-znakowe recenzje prawie wszystkich obejrzanych filmów i jesienią odkryłem, że ucierpiała na tym nieco swoboda oglądania. W tym roku więc spróbuję przerzucić się na pisanie o książkach, chociaż od pewnego czasu chodzi za mną myśl, by powoli wygaszać blogowanie w ogóle na rzecz jakichś innych projektów. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Tak czy owak, RSS działa niezależnie od częstotliwości publikowania, więc do przeczytania!

      Usuń
    3. No, wiem o co chodzi z tą swobodą - i to zarówno na etapie wyboru, i odbioru (co by tu napisać?). Nie dajmy się wpędzić w czytanie/oglądanie dla bloga - to mi rządzimy nim a nie blog nami ;)

      RSS, hehe - ja też głównie na rssem wyłapuję to co czytam, FB ze swoim edge rankiem niech się goni. Feedly rządzi.

      Usuń
  8. "Chłopięce lata" dobre, ale już taki "Łabędzi śpiew" uważam, może nie za stratę czasu, ale rzecz wielce przegadaną, po którą drugi raz bym nie sięgnął :) W tym roku mam zamiar sięgnąć po Ellroja. Zgadnij przez kogo? Więc proszę mi tu nie rzucać pisania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie z resztą McCammona chyba nie po drodze. A z Ellroya chyba najlepiej zacząć od "Czarnej Dalii".

      Usuń
  9. Co się odwlecze, to nie uciecze, w końcu tu dotarłam. Gratuluję świetnych lektur, o tym McCammonie miałam pisać już dawno (rozglądam się na boki, czy Zacofany nie widzi, bo mnie zaraz przyszpili), albowiem to jest genialna książka.
    Jak i Brazos. Cieszę się strasznie, że się wszystko udało. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Wielkie oko trwa na straży".
      No tak, to był dobry, choć pod niektórymi względami intensywny rok. Ten będzie na pewno spokojniejszy, ale też mam w zanadrzu parę mocnych lektur. Chociaż co ciekawe - najlepsze okazują książki z łapanki, wcale nie z planów :)

      Usuń
    2. No tak, pewnie włączone obserwowanie komentarzy!

      Usuń
    3. U mnie nie ma planów, wszystko jest z łapanki :)

      Usuń